niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 12

-Rose?-usłyszałam szept nad swojąu głową.
To nie była Kat bo głos był męski.Delikatnie otworzyłam oczy.Niall.
-Co ty tu....?-zapytałam zdezorientowana
-Kat musiała już iść.... stałem całą noc pod drzwiami i w końcu mnie wpuściła,a sama poszła do pracy.
-Długo tak nademną stoisz?-usiadłam na łóżku przecierając oczy.
-No około 2 godzin ale posprzątałem trochę i takie tam...-powiedział nie pewnie-Rose przyszedłem tu żeby Ci wszystko wytłumaczyć...
-Nie musisz mi nic tłumaczyć-westchnęłam kierując się do szafy-twoje życie twoja sprawa.
-Ale Rose-szedł za mną do momentu aż zatrzymałam się przy szafie-to wszystko zaczęło się od tego że jakiś milioner myślał że podrywam jego żonkę i chciał mnie załatwić.
-Podrywałeś ją?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Nie-zaprzeczył oburzony-kiedyś na ulicy się na mnie rzuciła.
-Interesujące-powiedziałam z ironią wyjmując czarną,przezroczystą koszulę.
-No i ja mu powiedziałem że mam kogoś...więc on nasłał na mnie jakiegoś dektywa który za mną się szlajał.Musiałem poprosić Kat żeby ten facet uwierzył że mam laskę...i się udało.
-Nie mogłeś mnie o to poprosić?-wymówiłam to szybko i bez zastanowienia.
Kurwa.
Co ja zrobiłam?
Niall patrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Nie sory,nie było pytania...-powiedziałam patrząc mu w oczy.
Wyciągnęłam szorty i wstałam.
-To jak? Wybaczysz mi?-zapytał błagalnym tonem.
-Niall tu nie chodzi o to że jestem na Ciebie zła tylko o kwestie zaufania...-skierowałam się w stronę łazienki ale blondyn zatrzymał mnie i objął.
-Przepraszam więcej to się nie powtórzy-westchnął i nastąpiło coś co nigdy nie powinno się zdarzyć.
Pocałował mnie.
Nasze usta złączyły się w krótkim ale delikatnym i namiętnym pocałunku.To było strasznie przyjemne i zawsze marzyłam o pocałunku z Niallem.Ja jako pierwsza oderwałam usta i cofnęłam się krok do tyłu.
-Przepraszam-powiedział zawstydzony.
-Zapomnijmy o tym-rzuciłam i weszłam do toalety.
Usiadłam na ziemi.Nie wiem jak to wszystko mogło się zdarzyć.Moje życie od rozmowy kwalifikacyjnej okropnie się skomplikowało.Nie wiem czy pomiędzy mną a Niallem coś się zmieni po tym zdarzeniu.Oby nie...Pomyślałam jeszcze trochę,aż wstałam i wzięłam się za siebie.Prysznic.Włosy.Makijaż i strój.Gdy byłam już gotowa nawet nie wiem na co, wyszłam.W kuchni przy stole siedział Niall robiąc coś na swoim telefonie.Nie chciało mi się na razie iść do niego więc poszłam poszukać telefonu w sypialni.Po paru minutach znajdował się w moich dłoniach.Nowa wiadomość.
             "O 18 Mała pod Twoim blokiem będzie czekała taxi które zawiezie Cię do mnie.CZEKAM!"
                                             /Zayn
Mała? Debil.Teraz to całkiem jestem zdenerwowana.Nie wiem co on będzie ode mnie wymagał.Strasznie się boje.Chciałabym wszystko komuś wygadać najlepiej Niallowi bo mu ufam i wiem że by mnie wsparł ale także żuciłby się na Zayna.Ale Malik mógłby przywołać tych swoich kolesi i by było po Niallu więc ten scenariusz zostaje odsunięty na bok.
Opadłam na łóżko.
Może Kat? Tak ona będzie odpowiednim słuchaczem mojej skomplikowanej historii.Tylko że z nią nie zdąże się spotkać do spotkania z Zaynem bo ona pracuje więc....muszę radzić sobie sama.
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku ale szybko ją wytarłam żeby uniknąć pytań ze strony Nialla typu "Czemu płaczesz" lub "To wszystko przez tego Malika?".Gdy ochłonęłam skierowałam się do kuchni-do Nialla.Po jego wyrazie twarzy było widać że także coś przemyśla.Stanęłam nad nim.
-Niall?
-Tak Rose?-zapytał spoglądając na mnie z nadzieją.
-Podwieziesz mnie do supermarketu?-zapytałam z uśmiechem co miało znaczyć że jego przeprosiny zostały przyjęte.
-Jasne-wstał szczęśliwy z krzesła i zaczął razem ze mną zakładać buty.
              ***pare godzin póżniej***
Wtaszczyłam zakupy na górę.Na szczęście była winda ale i tak się zmęczyłam niesieniem tego jedzenia.Spławiłam Nialla na dole pod pretekstem dużej ilości pracy.Niedługo musiałam już wychodzić na tą taxówke i nie chciałam żeby się dopytywał dokąd jade.Wszystkie zakupy postawiłam na podłodze w kuchni.Trochę się nazbierało potrzebnych rzeczy....4 pełne reklamówki.Dziwne że mi się nie porwały od ciężaru zakupów.Jedzenie i takie tam duperele.Rozpakowałam je.Była już 17.50 więc czas na wyjście.Cała się trzęsłam.Co on będzie chciał ze mną robić?To pytanie nurtuje mnie już przez dłuższy czas i niedługo się rozwiąże.Boshhh...szybko jeszcze wyszłam na balkon i spaliłam papierosa.Czas na mnie.Zamknęłam drzwi i zjechałam na dół windą.Przed blokiem nie było żadnej taxówki.I dobrze.Chciałam już wracać do domu ale przedemną zaparkowała wielka czarna limuzyna.Okno otworzyło się od strony pasażera.Wychyliła się z niego twarz podeszłego mężczyzny.Był siwy i miał zakręcone na końcach wąsy.Miał swój "mundurek" w którym wyglądał komicznie.
-Pani Rose Tomson?-zapytał poważnie.
-Taaak-odpowiedziałam zszokowana.
-Mam panią zawieść do rezydencji pana Mailka.Proszę wsiadać-powiedział zamykając okno.
Weszłam przez pierwsze lepsze drzwi do auta.W środku wszystko było czarne.Wyglądało to jak ogromne pomieszczenie w którym przy każdej ścianie są ekskluzywne kanapy.Przy jednej stał mini bar z alkoholem i kieliszkami,a po środku szklany stół.W rogu zauważyłam plazme.Usiadłam niepewnie na jednej z kanap.Okna były poprzyciemnane,ale na szczęście sufit był podświetlany więc było jasno.Wogóle nie czuło się jazdy.
Co ja tu robię?Teraz bym sobie leżała w łóżku i oglądała jakiś teleturniej,a tak jadę jak jakaś dziwka w limuzynie z szoferem do pedofila- milionera.Szok.
-Dojedziemy na miejsce w przeciągu 20 minut-powiedział głos szofera z jego kabiny.
Już niedługo.Cały rzołądek podszedł mi do gardła.Zaraz zwymiotuję ale z trudem powstrzymywałam się.To wszystko przez stres i strach.Łzy popłynęły po moich policzkach ale szybko je wytarłam.NIE-pomyślałam.Jakiś huj nie będzie mnie tak traktował.Muszę wziąć się w garść.Nie może mną tak miotać i sobie przywłaszczać.Moje życie-moje decyzje.Moja nowa idea bardzo przypadła mi do gustu i postanowiłam się jej trzymać.
W końcu dzrzwi otworzyły się i stał za nimi Zayn.Dojechaliśmy.Chwyciłam swoją torbę i wysiadłam.Stanęłam jak najdaliej od niego.
-Witaj Mała-powiedział uśmiechając się miło-Dzięki Albert-podał dla szofera jakieś pieniądze i chwycił mnie za rękę.
Chciałam ją cofnąć ale jego uścisk był zbyt silny.
Znajdowałam się w miejsu które wyglądało jak raj.Dookoła pełno kwiatów i drzew.Na środku stała fontanna,a przedemną ogromna willa.Była piękna.Weszłam z nim po granitowych schodach.Staneliśmy przed wielkimi drzwiami które zaraz otworzył.Znalazłam się w wielkim holu.Na przeciwko mnie stały zakręcone schody prowadzące na góre.Wszystko było bogato zrobione ale z przesadą.Wszędzie ogromne okna.Dom był użądzony nowocześnie tak jak na zewnątrz.Panowały tu jasne kolory i czerń.Typowe dla mężczyzn.
-Chcesz czegoś się napić?-zapytał.
-Z chęcią -odpowiedziałam ze względu jedynie obejrzenia reszty domu.
Poprowadził mnie przez większą częśc holu i weszliśmy w jakieś dzrzwi za którymi znajdowała się kuchania równie użądzona ze stylem i smakiem jak hol.On poszedł do lodówki,a ja usiadłam na blacie obok niego.Nie wiem czemu ale chyba...chciałam z nim nawiązać lepszy kontakt albo to była część mojej idei żeby nie myślał że się go boje i mnie przytłacza swoją osobą.
-Co chcesz?-zapytał-Sok,kawe,herbatę czy coś mocniejszego?-spojrzał na mnie z uśmiechem.
Boshhh jaki on był seksowny i nawet czasami miły.
-Yyy może ostatnie-odpowiedziałam równie z uśmiechem.
W ciągu kilku minut przygotował mi limonkowego drinka.Był pyszny.Nie musiałam się martwić że coś tam wsypał bo wszystko robił na moich oczach,a zresztą pił to samo.
-Co będziemy robić?-zapytałam.
Bałam się najgorszego scenariusza.
-Nic,poprostu spędzimy razem czas-spojrzał na mnie- a co myślałaś że będę chciał uprawiać seks?-zapytał-Zawsze tak jest ale tamte dziewczyny się proszą,a ty jesteś inna.-powiedział całując mnie w czoło.
Poczułam że cała zrobiłam się czerwona,a on powstrzymywał chichotanie.Może on rzeczywiście nie jest taki zły? Po dzisiejszym wieczorze się okaże.
-Może coś obejrzymy?-zaproponowałam a on kiwną głową na tak-Harry Potter i Zakon Feniksa?
-Okey to chodź.
Skierował nas znowu do holu,a następnie skręciliśmy w przejście do ogromnego salonu.Na środku stała czarna,skurzana kanapa,a na przeciwko niej wisiała wielka plazma,a pod nią stał kominek.Ściany były pomalowane na biało.Jedna z nich była cała oskrzlona tak jak w jego biurze.Za nią widniał basen i ogród.Na innej za to było wiele półek z książkami.
-Lubisz czytać?-zauważyłam podchodząc bliżej i je oglądając.
-Uwielbiam-powiedział wkładając płytę do czytnika DVD.
-To tak jak ja-dodałam.
Znalazłam wiele tytułów na półkach które sama czytałam kilkakrotnie i uwielbiam np. seria "Harr'ego Pottera" lub trylogia "Igrzyska Śmierci".
W końcu Zayn zawołał mnie na seans.Usiadłam niedaleko niego.Oglądaliśmy około trzech godzin.Gdy skończyliśmy zaczął padać deszcz.Burza.A ja nienawidziłam burz.Poprostu się ich bałam.Spojrzałam przestraszona w szyby.Ostro padało,grzmiało i niebo przecinały błyskawice.Chciałam zachować odwagę ale i tak wiedziałam że Zayn zauważył że się boje bo siedziałam skulona na kanapie i niepokojąco spoglądałam na okno.Zayn podsunął się do mnie i objął ramieniem.Przez chwilę zastanawiałam się czy się nie odsunąć ale poraz pierwszy od kilku miesięcy poczułam się bezpieczna.Ciepło bijące od niego ogrzało także moje ciało.Postanowiłam się czegoś o nim dowiedzieć.
-Masz może jakieś hobby?-zapytałam wciskając się w jego tors.
-Chodź-złapał mnie za moją rękę i pociągnął do góry tak abym wstała.
Zaprowadził mnie na hol,a potem skręciliśmy w kompletnie inne drzwi.Schodziliśmy po schodach aż znaleźliśmy się w piwnicy na której ścianach znajdowało się pełno graphiti.Pomieszczenie było ogromne i całe puste tylko na ziemi walały się skrzynki ze sprejami.Niektóre ściany były białe a na inne całe zamalowane.Podeszłam do najbliższego dzieła.Było piękne.Widniał na nim portret dziewczyny.Miała ciemne,długie,rozczochrane włosy.Gdy bliżej przyjrzałam się jej twarzy zauważyłam podobieństwo...do mnie.Obok widniał napis:

"And I can lend you broken parts
That might fit like this
And I will give you all my heart
So we can start it all over again."

(tłumaczenie)
"Mogę pożyczyć ci też               roztrzaskane części
Które będą idealnie pasować
Oddam ci całe moje serce
Więc możemy zacząć to wszystko od początku."

-Czy to...?-zaczęłam gładzić ręką ścianę z portretem.
-Tak ty-uśmiechnął się.
-Piękny-szepnęłam.
-W końcu to ty jesteś na nim-powiedział.
Poczułam jak się znowu przez niego rumienię.Obejrzałam resztę prac które były równie wspaniałe.Zastanawiałam się nad sensem napisu obok mojego portretu.On chyba..nie to nie możliwe.Chociaż...
-Trzymaj-wsunął w moje dłonie dwa spreje.
-Mogę?-zapytałam podniecona faktem że będę mogła zrobić graphiti.
-Jasne-podał mi maske żeby żadne chemiczne elementy ze spreju nie dostał się do mojego organizmu.
Założyłam ją i zaczęłam tworzyć dzieło na białej ścianie obok mojego prtretu.
-Usiądź na tej skrzynce-rozkazałam dla Zayna-i się nie ruszaj.
Wykonał posłusznie moje polecenie.Przez około godzinę malowałam sprejami chłopaka siedzącego na skrzynce i patrzącego w stronę portretu.Gdy skończyłam Zayn odetchnął z ulgą i ledwo wstał bo wszystkie kończyny mu zdrętwiały.
-Zajebiste-powiedział przyglądając się sobie.
-Bo ty na tym jesteś-popatyrzyłam mu prosto w oczy z szerokim uśmiechem.
Wtedy on się do mnie przybliżył.Pomiędzy nami nie było żadnej przestrzeni.Podniosłam głowę bo tylko tak nasze usta mogły się złączyć.Tkwiliśmy tak w namiętnym pocałunku przez kilkanaście chwil aż w końcu niestety musiałam przerwać bo zabrakło mi tchu.
Boshhh ten pocałunek był najlepszy z moich wszystkich ale to był Malik ten niebezpieczny koleś który zrobił mi wiele krzywd.Może poprostu czasami go ponosi i nie miał sytuacji żeby być delikatnym w stosunku do kobiet bo inne go zapewne prosiły o surowe traktowanie.Chyba spróbuje go zrozumieć i dać mu szansę bo naprawdę jest fajny ale ma trudny charakter.
-Idziemy już bo robi się mi zimno-powiedziałam obejmując się rękoma.
-Jasne tylko wszystko ogarnę i zaraz przychodzę na górę-dodał zbierając spreje z ziemi.
Bez zastanowienia weszłam na górę i skierowałam się do salonu.Drzwi do niego były lekko uchylone, a światło zapalone a na sto procent Zayn je zgasił gdy wychodziliśmy z tego pomieszczenia.Wejrzałam przez szparę.W środku ktoś był i siedział plecami do mnie więc nie mogłam zobaczyć jego twarzy.Serce zaczęło mi szybciej bić.Co mam zrobić? Wołać Zayna czy może poprostu do tej postaci podejść? W chwili mojego zamysłu postać się odwróciła i mnie zauważyła.
-Rose?-zapytał głos który bardzo dobrze znałam.
Tom.
Podeszłam bliżej.
-Cześć-powiedziałam niepewnie.
Co on o tej porze robi w domu swojego szefa? Z drugiej strony to samo pytanie mógłby mi także zadać ale mnie łatwiej wytłumaczyć.I jak się tu dostał?
-Co ty tu robisz?-zapytał wstając i do mnie podchodząc.
-Mam chęć ci zadać to samo pytanie-powiedziałam z drżącym głosem bo on niebezpiecznie się zbliżał a ja cofnęłam się tak że moje plecy zetknęły się ze ścianą.
Jego postać była jakaś dziwna.Ciemna i straszna.Miał nasunięty kaptur na głowę i dres więc jeszcze bardziej mnie przerażał.
-Mam sprawę do Malika-spojrzał na mnie-i mogę się domyśleć co ty tu robisz..zapewne wykorzystuje Cię jak inne.Nie ufaj mu i nie daj się omiotać!-prawie krzyczał.
-Odsuń się!-krzyknęłam gdy prawie nasze ciała się złaczyły.
Tom odsunął się.
-Rose?-usłyszałam głos Zayna.-Co ty tu robisz?-zapytał Toma podchodząc do mnie.
-Musimy pogadać-burknął.
-Rose jesteś głodna?-zapytał Zayn.
-Nawet-odpowiedziałam niepewnie.
-To idź do kuchni zacznij coś robić-powiedział patrząc na mnie.
Wiedziałam że chce mnie poprostu spławić.Bez słowa wyszłam.Chciałam ich podsłuchiwać ale że nie było mi to zbytnio potrzebne i nie byłam cieakawska ani nie kulturalna więc poszłam do kuchni zrobić tosty.Po kilkunastu minutach przyszedł Zayn.
-I jak ci idzie?-zapytał stając za mną.
-Skończyłam-powiedziałam stawiając tosty na stole.
Pół było z nutellą,a drugie pół z dżemem truskawkowym.Gdy skończyliśmy jeść było już około drugiej.
-Gdzie mam spać?-zapytałam.
-W pokoju gościnnym-powiedział-Miranda zostawiła tam Ci ręczniki i takie tam duperele.
-Bosh ale ja nic niee wzięłam do spania.Zapomniałam.-powiedziałam.Naprawdę zapomniałam.
-Nie ma problemu dam ci coś swojego.Chodź.
Ruszyłam za nim po schodach na górę.Weszliśmy tam na długi korytarz z którego odchodziły inne boczne korytarzyki.Po obu stronach było pełno drzwi.W końcu Zayn otworzył któreś na końcu.Weszliśmy do środka.
-To twój pokój-powiedział-mój jest na przeciwko.Zaraz Ci coś przyniosę do spania.-dokończył i wyszedł.
Rozejrzałam się po pokoju.Na przeciwko wejścia widniało okna tworzące ścianę.Po lewej pd wejścia było łóżko,a na przeciwko niego komoda,a nad nią wisiała plazma.Idealny pokój dla mnie.Po prawej od łóżka były drzwi do łazienki.Na posłaniu leżały dwa ręczniki,żel pod prysznic i szapon do włosów.
-Trzymaj-wszedł Zayn i wręczył mi białą koszulkę którą umnie sięgała do kolan-jakby co jestem u siebie.
-Dzięki-powiedziałam.
Szybko umyłam się i zmyłam makijaż.Wdrapałam się na łóżko i przez około godzinę nie dałam rady zasnąć.To wszystko przez ten wielki dom.Czułam się samotna i opuszczona.Bałam się że ktoś tu wejdzie tak jak Tom-bez słowa i coś nam zrobi.Jeszcze do tego deszcz nadal padał i grzmiało.Cholera trzęsłam się ze strachu jak galareta.Poddaję się.Poszłam po ciychu do pokoju Zayna.Panowała kompletna ciemność więc jak to ja wjebałam się na komode i potknęła o krawędź łóżka.Na szczęście nie zrobiłam wielkiego hałasu i Zayn się nie obudził wlazłam do niego do łóżka i otuliłam się wspólną kołdrą.Leżałam kilka centymetrów dalej od jego umięśnionego, nagiego torsu.Wyglądał słotko jak spał.Jego ciemne włosy były rozczochrane,a usta pełne jak nigdy.Przyglądałam się pare chwil aż nie mogłam się oprzeć pokusie i delikatnie przejechałam ręką po jego mięśniach na brzuchu.Był idealny.Niestety mój dotyk przerwał jego sen.
-Cześć-powiedział uśmiechając się.
-Hej-odpowiedziałam-przepraszam że tak bez słowa ale ta burza i taki wielki do mnie przerażają i nie dałam rady zasnąć.
-Spoko-powiedział zaspany przybliżając się do mnie.
Dał mi całusa w czoło i objął ramieniem.Odrazu było mi lepiej.Czułam się bezpieczna.
          

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 11

Posiedziałam dosyć długo nad tymi papierami.Oczywiście Tom wyszedł pierwszy,a Anabell godzinę przede mną.Było już po 22 gdy wyjęłam klucz z torby i zamknęłam nasze miejsce pracy.W budynku nie było już nikogo oprócz strażników którzy wszędzie się szlajali.Zjechałam windą na parter i wyszłam z wieżowca.Na zewnątrz było lodowato i cała się trzęsłam bo nie miałam żadnego nakrycia na gołe ramiona i ręce.Było ciemno.Okrągły księżyc oświetlał mi drogę wraz lampami.Po chodnikach przechodzili młodzi ludzie zapewne idący na dyskotekę, największą w mieście.Oczywiście ja nie dam rady już pójść.Nie mam sił.Ruszyłam szybkim krokiem w stronę najbliższej stacji taksówek.Było ich tam kilka ale wybrałam pierwszą z brzegu.Szybko wsiadłam do środka bo moje kończyny robiły się coraz zimniejsze i obolałe.Podałam adres i ruszyliśmy w drogę.Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod moim blokiem.Wyjęłam z torby portfel,a z niego wyznaczoną ilość pieniędzy.Grzecznie podziękowałam i pędem weszłam do klatki.
Stałam pare chwil pod drzwiami do mojego mieszkania bo nie mogłam znaleźć kluczy w bałaganie który panował w mojej torbie.Po wywaleniu połowy rzeczy znalazłam zgubę i otworzyłam drzwi. Zdjęłam buty i ruszyłam do kuchni.Byłam strasznie głodna bo od obiadu który przyniosła nam Anabell nic nie jadłam bo nie miałam na to czasu.Zrobiłam zapiekanki które zjadłam z prędkością światła.W łazience szybko się umyłam,zmyłam makijaż i się przebrałam.Wyszłam z niej cała zmarznięta.Bez dźwięcznie wskoczyłam do łóżka i zatopiłam się w cieplutkiej kołdrze.

#POW Niall
-Niall? Możemy już skończyć ten cały cyrk z naszym niby "związkiem"-zapytała Kat siedząca koło mnie na kanapie w moim domu.
-Tak.Ten facet już się odczepił....wielkie dzięki za pomoc-powiedziałem z wdzięcznością.
Gdyby nie ona na pewno już bym nie żył.Jakiś milioner obwinił mnie o to że podrywam jego żonkę.Nasłał na mnie jakiegoś detektywa więc postanowiłem udawać że mam kogoś.Kat zgodziła się przez kilkanaście dni udawać szczęśliwy związek ze mną.I ten huj już się odczepił.
-Nie ma za co-uśmiechnęła się ukazując swoje białe zęby-Ostatnio spotkałam na siłowni...
-Rose-przerwałem jej-wiem mówiła mi że Ciebie poznała. Jest moją przyjaciółką od zawsze i traktujemy już siebie jak rodzine-powiedziałem nie pewnie bo bałem się reakcji dziewczyny.
-Oj to wspaniale teraz mam skąd wziąć jej numer-zerknęła na mnie z litością.
Przez pare chwil zastanawiałem się czy to dobry pomysł żeby dawać jej numer Rose ale zaryzykowałem.
-Proszę -podałem jej kartkę z cyferkami.
-Dzieny i ja już będę leciała-wstała i podniosła swoją torbę.
-Odprowadzić Cię?-spytałem szybko.
-Nie przecież jestem autem.
-A....jeszcze raz dzięki za pomoc-krzyknąłem gdy ona zamykała za sobą drzwi.
Szybko wyjąłem mój telefon z tylnej kieszeni spodni i zacząłem pisać SMSa.
 "Możemy jutro spotkać się w Starbucksie?"
/Niall

Po paru chwilach nadeszła wiadomość.
"No co ty!! Jeszcze twoja dziewczyna będzie zazdrosna...."
/Rose

O nie.Ona myśli że ja i Kat....no tak w końcu ma do tego powody.Ten mój tatuaż i reakcja na to że one się znają.
Kurwa.
Jest na mnie wkurwiona i to ostro za to że jej nie powiedziałem i nie ma zamiaru się ze mną widzieć.Jutro do niej pójdę i wszystko jej wyjaśnię...

#POW Rose
Była chyba ok 24 gdy mój telefon zadzwonił.Sięgnęłam po niego i zaspana odebrałam.
-Rose?-zapytał znany mi głos.
-Tak.A z...-nie dano mi dokończyć pytania.
-To ja Kate.
-Aaa  cześć.-co ona robi? Dzwonić do ludzi w środku nocy?
-Ty już pewnie śpisz...przepraszam.Mogę zadz...
-Nie mów mów-tym razem to ja przerwałam bo chciałam żeby ta rozmowa jak najprędzej się skończyła i mogłabym pójść spać.
-No dobra więc....Czy nie poszłabyś jutro ze mną na imprezę?-zapytała.
-Mogę i to z wielką chęcią-odparłam.
-To około 8 wpadnę po Ciebie tylko powiedz gdzie mieszkasz.
Wytłumaczyłam jej jak do mnie dojechać.Manchester był dużym i skomplikowanym miastem więc jazda po nim była trudna.Jeszcze trochę z nią pogadałam,a gdy się rozłączyła szybko zapisałam jej numer w pamięci telefonu i ponownie się położyłam do snu...

-Boshhh-zaspana wyłączyłam budzik-Trzeba iść do roboty.
Wstałam ociężale.Zjadłam śniadanie i zrobiłam inne podstawowe rzeczy które robi się z rana.Byłam już gotowa do wyjścia i nie spóźniona.Dzisiaj zdejmują mi te bandaże.W końcu...Nie wiem jak się wyrobię na te wyjście z Kat ale się postaram.
*pare godzin później*
Wyrwałam się z pracy bo jest już 16 a za pół godziny muszę być u lekarza.Na szczęście nie robiliśmy dzisiaj nic ważnego i nie byłam im już więcej potrzebna.Gdy wsiadłam do windy w budynku spotkało mnie coś najgorszego...był tam Malik.Te moje szczęście. Po prostu pragnęłam się z nim spotkać.-czujecie ten sarkazm? Przez cały tydzień udawało mi się go unikać do dzisiaj.
-Cześć-burknęłam stając jak najdalej od niego.
-Witaj Rose-powiedział uprzejmie-Czy przypadkiem nie dzisiaj zdejmują Ci bandaże?
-Tak,właśnie tam jadę.
-Podwiozę Cię bo i tak już wracam do domu,a to po drodze.
-Nie,nie musisz...poradzę sobie.
-Nie pytam Ciebie o zdanie.Jedziesz ze mną i koniec.-warknął.
Do samego auta szłam za jego wysoką sylwetką. Otworzył mi drzwi po prawej stronie kierowcy. Ledwo tam weszłam.Nie dość że mam zabandażowaną nogę to ten samochód jest strasznie wysoki.W końcu sobie poradziłam i ruszyliśmy.Spędziłam u lekarza zaledwie 20 minut. Zayn czekał na mnie pod budynkiem.Nie chciałam znowu z nim jechać ale jak miałam się wyrobić nie miałam innego wyjścia.W drodze powrotnej prawie nie rozmawialiśmy.Nagle zadzwonił do mnie telefon.TOM
-Cześć.
-Hej Tom-powiedziałam jak najgłośniej żeby Zayn usłyszał jego imię.
Spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Rose czy nie chciałabyś iść ze mną dziś do klubu.Mam urodziny i pomyślałem że może...
-O Boziu Tom już jestem umówiona dzisiaj,przepraszam-zobaczyłam zaciekawione oczy Zayn  który wsłuchiwał się w każde moje słowo-I wszystkiego najlepszego!
-Dzięki i do zobaczenia.
-Hej-powiedziałam przygnębiona.
 Żal mi się go zrobiło.Z chęcią bym z nim poszła ale byłam już umówiona z Kat...
Wiedziałam że Malika dręczy masa pytań ale ich nie zadawał.Chyba już się wszystkiego domyślił...Pożegnałam się z nim pod moim blokiem.Gdy stanęłam w mieszkaniu było już po 18. Tak mało czasu, a musiałam jeszcze tyle zrobić.Zjadłam coś na szybko i od razu pobiegłam do łazienki.Umyłam się.Ułożyłam włosy.Dobrze że naturalnie mi się kręciło więc nie musiałam marnować czasu na ich kręcenie.Makijaż.I teraz najgorsze....strój. Myślałam nad moją najnowszą zdobyczą której jeszcze nigdy nie miałam na sobie i na nią się tym razem zdecydowałam...

Włożyłam na nią ciemno-zieloną kurtkę.Biżuteria i torebka.Byłam gotowa równo o 8.Teraz miałam jeszcze problem z butami ale zdecydowałam się na czarne obcasy.Wyglądałam całkiem nieźle ale gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam Kat.Wyglądałam przy niej jak debil.Przywitałyśmy się i ruszyłyśmy w drogę.
-Gdzie jedziemy?-zapytałam wsiadając do jej auta.
-W centrum jest zajebisty club więc może tam.
-Okey.
Całą drogę gadałyśmy bez przerwy.Czułam się jakbyśmy znały się wiecznie.Miałyśmy wiele wspólnych tematów.Opowiadałyśmy o sobie i zachwycałyśmy się nawzajem swoim wyglądem.
-To tutaj-powiedziała parkując przed jakimś budynkiem.
Przed wejściem stała już spora kolejka.Stanęłyśmy na jej końcu.Był jeden plus-miałyśmy czas na pogadanie ale utrudniała nam to muzyka.Ale były też minusy.Oto jeden z nich-letnie wieczory w Manchesterze były strasznie chłodne.Dobrze że wzięłam tą kurtkę.Ale gdy weszłyśmy w końcu do środka zapomniałam o zimnie panującym na zewnątrz.W lokalu było już pełno ludzi,a impreza dopiero się zaczynała.Od razu zdjęłam kurtkę bo było okropnie gorąco.Przecisnęłyśmy się pomiędzy tańczącymi i spoconymi ciałami prosto do baru.Usiadłyśmy przy jakimś wolnym stoliku.
-Pójdę po coś do picia-uśmiechnęła się-Co chcesz??
-To co ty.
Siedziałam czekając na Kat z drinkami.Obserwowałam tłum.Nagle podszedł do mnie jakiś blondyn.
-Zatańczysz skarbie?-uśmiechnął się cwaniacko.
-Yyy ale...-powiedziałam nie pewnie.
-Idź-zachęciła mnie Kat przychodząc do stolika.
-Dobra-burknęłam.
Chwycił mnie za rękę i przeciągnął gdzieś na bok nie daleko toalet.
-Jestem Max-szepnął nachylając się do mojego ucha.
-Rose-krzyknęłam tak żeby usłyszał.
Zaśmiał się.Tańczyliśmy,a inni cały czas albo nas popychali lub się potykali.Max coraz bardziej zmniejszał przestrzeń między nami aż w końcu zbliżył swoją twarz do mojej.Chciałam się wyrwać ale przytrzymywał mnie.Nasze usta się złączyły. Nagle z męskiej toalety wyszły dwie roześmiane osoby.Spojrzałam w tamtą stronę kontem oka bo ręka Max'a nie pozwalała mi przekręcić głowy.To był Zayn z jakąś laską (okazało się że to jakaś Martina).Chyba każdy się domyśli co tam robili...Nie wiem czemu ale poczułam chęć na zemstę.Dobrowolnie odwzajemniłam pocałunek na co on zareagował cichym mruknięciem.Nagle nasza chwila się skończyła.Max upadł na podłogę.Nie wiedziałam co się dzieje.Wszyscy stanęli dookoła widowiska. Zayn stał nad leżącym chłopakiem i boksował jego ciało.Próbowałam go odciągnąć ale był za silny.Odepchnął mnie od siebie i dokończył katowanie chłopaka.Zaraz przybiegł Tom który zabrał Zayna.Wtedy zobaczyłam zranionego Max'a.Chciałam do niego podejść i ale przybiegła Kat która zabrała mnie do wyjścia.
-Boże Rose nic Ci nie jest?-zapytała załamana przystając i oglądając mnie od stóp do głowy.
-Nie ale chcę już wracać-oznajmiłam,a łzy zaczęły spływać po moich policzkach-mogłabyś zostać u mnie na nos?-zapytałam.
-Jasne-powiedziała i mnie przytuliła.
Wsiadłyśmy do jej samochodu i odjechałyśmy z tego strasznego miejsca.W domu opowiedziałam wszystko dla Kat co się wydarzyło. Niall przyszedł ale Kat go spławiła.Czułam się z tym źle ale nie miałam sił na kolejne kłótnie z nim.Kat jeszcze pocieszała mnie pół nocy aż w końcu zasnęłam...

sobota, 21 czerwca 2014

Rozdział 10

-Cześć Niall-powiedziałam uprzejmie na widok blodyna.
-Rose co to był za facet i co się stało z twoją nogą-powiedział zdenerwowany i spięty.
-Opowiem Ci w środku-żuciłam wchodząć do klatki.
Nie czekałam aż zacznie się ze mną kłócić na środku chodnika i wszyscy przechodzący patrzyli na nas jak na debili.Posłusznie wszedł ze mną do windy i dopiero w moim mieszkaniu jeszcze raz zpytał.Posadziłam go na kanapie i dałam mu wodę do picia.Traktowałam go jak małe dziecko i to go denerwowało i jeszcze bardziejgo spinało ale porostu grałam na czas.Nie wymyśliłam jeszcze odpowiedzi oczywiście nie prawdziwych na zadane mi pytania.Starałam się jak najdłużej przedłużać żeby zdążyć coś wymyśleć.
-Rose do cholery,usiądź-warknął zdenerwowany stawiając z siłą szklankę na stół i ciągnąc mój nadgarstek tak abym opadła na kanape obok niego.
Nadał nie wymyśliłam żadnych sensnych wymówek więc postanowiłam powiedzieć prawdę ale bez szczegułów i zachowywać spokój.
-Odpowiesz w końcu na te pytania?-powiedział powstrzymując się przed krzyknięciem.
-Ależ oczywiście-odpowiedziałam spokojnie z uśmiechem-więc tak zacznijmy od początku...Kim był ten chłopak który mnie tu przywiózł-westchnęłam-kolegą z pracy,a co do mojej nogi to postanowiłam trochę zadbać o kondycje i wybrałam się na siłownie ale niestety wypadłam zbieżni i ją skręciłam.KONIEC!-powiedziałam spokojnie i sympatycznie ale nerwy już mi puszczały bo po Nialla mine rozumiałam że nie do końca mi wieży.
-Coś jeszcze?- żuciłam przez zęby.
-Uważaj na tego chłopaka-powiedział spokojnie ,zakładając włosy które opadły mi na twarz za moje ucho.
Kochałam jak to robił.
-Na Toma? On jest w porządku-powiedziałam udobruchana.
-Ale miej oczy do okoła głowy-uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
Czułam że znowu jesteśmy blisko bo przez ostatnie dni oddalaliśmy się od siebie ale teraz wszystko wraca do normy.Przytuliłam się mocno do jego torsu na co on jeszcze mocniej do mnie objął.Trwaliśmy w takiej pozycji pare chwil aż w końcu nagle oderwałam się od niego.
-Masz nowy tatuaż!-prawie krzyknęłam widząc na jego prawym ramieniu wytatuowaną literę K.
-Aaaa żeczywiście w sobotę byłem u Ryana-Ryan to jego ulubiony tatuażysta i kolega.
Nagle coś mnie olśniło.W sobotę Kat też sie wybierała ze swoim chłopakiem do tatuażysty i jeszcze do tego Niall wytatuował pierwszą literę jej imienia.....ale nie to nie było możliwe.Gdyby miał kogoś powiedziałby mi o tym ale jednak.Poczułam jakby jakaś część mne straciła wiare w dalszy sens mojego życia gdyby moje przypuszczenia okazały się prawdziwe.Czy to możliwe że traktowałam Nialla jako kogoś więcej niż przyjaciel? W tej chwili nie wiem.W mojej głowie zapanował kompletny mętlik.Chciałam jak najszybciej zostać sama i wszystko spokojnie przemysleć.
-Rose co ci jest?-zapytał zaniepokojony Niall.Rzeczywiście trochę się zawiesiłam i zrobiłam się bledsza.
-Yyy tak tak...a czemu akurat litera K?-postanowiłam od razu wziąć go na przesłuchanie.Po co miałabym zwlekać?
-Poprostu...zawsze lubiłem tą literę-ledwo wyjąkał te pare liter.Nigdy nie umiał kłamać.
Aha-odpowiedziałam jakby mnie przekonał-w sobotę spotkałam taką fajną dziewczynę na siłowni...może znasz Kat Nelson?-zapytałam tak jakbym niczego się nie spodziewała.
Na to imię i nazwisko cały zaczął się rumienić i był ostro zdziwiony moim pytaniem.Wiedziałam.Mój najgorszy scenariusz się sprawdził...Niall jest z Kat.Od razu fala łez napłynęła mi do oczu ale ze wszystkich sił próbowałam zachować spokój.
-Wiesz co ja już będę leciał-powiedział szybko,dał mi całusa w czoło i pospiesznie wyszedł.
Wraz z zatrzasknięciem się drzwi rzuciłam się na łóżko.I zakryłam twarz w poduszce.Łzy ciękły mi alejkami a ja żadnym sposobem nie mogłam ich zatamować.Właśnie największa szansa mojego życia została zwinięta mi pod nosem.Byłam załamana.Leżałam płacząc tak pare godzin aż w końcu wyszłam na balkon żeby zapalić.Było już dosyć chłodno więc nażuciłam na siebie koc.Stałam na zewnątrz trzymając papierosa pomiędzy wargami gdy nagle usłyszałam sygnał przychodzącego smsa.Wyżuciłam resztkę za barierkę balkonu i weszłam do środku.Skierowałam się do szadki nocnej i chwyciłam telefon.Szybko odczytałam wiadomość.
    "W sobotę bądź gotowa"
                            /Zayn
Nie.Tylko nie on...Dobrze wiedziałam o co mu chodziło.W końcu przecież musi wykorzystać zdolność kierowania moim życiem intymnym.Nie wytrzymam takiego znieważenia mnie.Chciałam uciec z tąd jak najprędzej i gdzieś daleko.Ale dokąd?Nie mam żadnej rodziny...chyba że hotel.Nie to by było bez sensu.On z łatwością mógłby mnie odnaleźć.Przerażona i bezbronna usiadłam na skraju łóżka.Kolejne krople łez popłynęły z moich oczu.Wiedziałam że nic nie mogę zrović.Siedziałam tak i patrzymał się w jeden punkt.W końcu zasnęłam z nadzieją że to wszystko to zły sen.
Kolejny dzień nie był lepszy.Moje oczy były napuchnięta,a głowa bolała mnie jak po niezłej imprezie.Poszłam do łazienki żeby się odświeżyc bo wczoraj wieczorem nie miałam na to sił.Makijażem zakryłam wszystkie dowody świadczące o moim płaczu.Wyjęłam z szafki pierwsze lepsze ubrania bo nie miałam sił szukać czegoś ciemawego,a zreszta skręcona kostka mi tego nie ułatwiała.Zjadłam pożądne śnadanie bo od  wczoraj gdy wróciłam nie miałam nic w ustach.Wyszłam z domu dosyć wcześnie bo spacerkiem przez park,spokojnie chciałam dotrzeć na przystanek metra.Szłam Aleją Zakochanych.Jest to najlepszy fragment jednej z bocznych dróżek.Rosło w niej pełno czerwonych,białych i różowych róż oraz tulipanów.Ich zapach wypełniał moje nozdrza co powodowało u mnie przypomnienie czasów gdy chodziłam z moim pierwszym chłopakiem za ręce po tej ścieżce.Było cudownie.Mieliśmy wtedy po trzynaście lat,a poznaliśmy się na jakiejś wycieczce szkolnej.Musieliśmy zakończyć nasz związek bo on wyprowadził się z mojego osiedla,a związek na odległość nie miał zbytniego sensu.Od tamtej pory jestem sama i chodzenie po tej alei przypomina mi o tym że kiedyś nie byłam aż tak beznadziejna i znalazłam sobie kogoś.Po paru minutach doszłam do celu,a metro odrazu przyjechało.W środku był tłum ale jakaś miła dziewczynka ustąpiła mi miejsca ze względu na moją chorą nogę.W końcu nadszedł czas na mój przystanek.Z małym problem wyszłam z transportu i ruszyłam w stronę wieżowce który znajdował się tuż za rogiem.Gdy znalazłam się w środku poszłam odrazu w stronę windy.Tym razem nawet nie próbowałam przywitać się z naburmuszoną sekratarkę którą przejechała po mnie swoim wściekłym wzrokiem za brak szcunku.Udawałam ze tego nie widziałam...W windzie zastanawiałam się nad przyciśnięciem guzika z cyfrą.Jechać do Malika czy odrazu do biura? Wybrałam opcje nr 2.Nie miałam ochoty go widzieć szczególni po wczorajszyn smsie.Gdy dotarłam na wyznaczone przezemnie piętro ruszyłam długim kotytarzem do pomieszczenie ulukowanego na jego drugim końcu.W środku znajdował się Tom zapatrzyony w komputer.Byłam zdziwiona że powiedział do mnie "cześć" bo wyglądał tak jakby wogóle nie zobaczył mojego przybycia.Odpowiedział tym samym zawieszając torebkę na krześle na które następnie usiadłam.
-Co mam robić?-zapytałam z nadzieją że dzisiaj będzzie delikatnie bo w mońcu pierwszy dzień.
Zobaczyłam jak chwyta wielką stertę papierów ze swojego biurka i kładzie na moim.
-Wpisz dane tych osób do wyszukiwarki M&Z.- poprostu znowu zatopił się w ekranie komputera.
Spojrzałam na niego i papiery.Nie no debil.Jak może dawać mi tyle pracy w pierwszy dzień? Nie no wiedziłam że będzie ciężko ale nie odrazu.Gdy sięgałam po pierwszą kartkę do pomieszczenia wpadła jakaś dziewczyna.Miała długie rude włosy i piegi.Była wysoka i chuda.Podeszła do mnie pędem i mnie przytuliła.
-Jestem Anabell Rocky-jej uścisk z każdą chwilą robił się coraz bardziej mocny.
-Rose Tomson... miło mi-ledwo się przedstawiła bo moje usta zapychały jej włosy.
-Ann puść ją-powiedział rozchichotany Tom.
-O matko przepraszam-powiedziała puszczając mnie.
Odetchnęłam z ulgą i się uśmiechnęłam na myśl jak to musiało wyglądać.
Annabel rozejrzała się po biurze aż jej duże,niebieskie oczy zatrzymały się na tej nieszczęsnej stercie papierów.
-O Jezusie Święty....Tom czy ty tyle jej dałeś do roboty?-zapytała oburzona rudowłosa.
-Musi od czegoś zacząć-powiedział znowu wciągnięty przez komputer.
-Idiota-mruknęła dziewczyna i chwyciła połowę mojej pracy w swoje smukłe dłonie-Nie martw się nie zawsze taki jest-powiedziała z lekkim uśmiechem i odeszła do swojego biurka i ja usiadłam przy swoim.Jest cudowna.Możliwe że dzięki niej nie będę musiała siedzieć tutaj do nocy....

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 9

Znowu trzeba wstawać.Nie wiem jak sobie poradzę w tej robocie.Całą niedzielę przeleżałam więc jeszcze nie jestem wprawiona w chodzenie o kulach ale może sobie jakoś poradzę.Wstałam z łóżka ociężale.Nie chciało mi się brać kuli więc pokuśtykałam do łazienki o własnych siłach.Szybko obmyłam się i nałożyłam makijaż.Rozczesałam włosy i je ułożyłam.Następnie ruszyłam do szafy żeby coś ubrać.Tym razem nie starałam się tak w dobraniu stroju jak na rozmowę kwalifikacyjną.Ubrałam się bardziej "normalnie".Teraz chciałam przejść do kuchni ale tam już bedę musiała trochę pochodzić więc wzięłam kule i ruszyłam w zaplanowane miejsce.Z trudem przygotowałam sobie śniadanie.Z pośpiechem je zjadłam i jak najszybciej mogłam wyszłam z domu żeby zdążyć na tramwaj bo byłam już spóźniona.Dobrze że w najepszym wypadku zdejmą mi bandaż na koniec tygodnia i będę mogła już normalnie funkcjonować.Zdążyłam na środek lokomocji i po 20 minutach trafiłam pod tak dobrze znany mi wieżowiec.Weszłam do środka.Nie wiedziałam do kąd mam się udać.Więc przystanęłam przy ladzie sekretarki i grzecznie ją zapytałam gdzie mam się teraz skierować.Odpowiedziała najgorszym scenariuszem jaki mogłam sobie wyobrazić.
-Do biura pana Malika.
Niestety powolnie doczłapałam się do windy i nacisnęłam przycisk dzięki któremu przedostałam się na najwyższe piętro budynku.Zapukałam do drzwi prowadzący do biura i zaczekałam na pozwolenie.
-Proszę-usłyszałam męski głos który tyle razy słyszałam.
Weszłam i stanęłam jak najbliżej drzwi żeby następnym razem uniemożliwić zamknięcie mnie.Pomieszczenie było całe oświetlone przez promienie słoneczne wpadające przez przeszkloną ścianę.Widok za nią był zapierający dech w piersiach jak i ostatnim razem.Oczywiście mdłości zaczęły mnie "atakować" ale udawało mi się je powstrzymywać.
-Dzieńdobry-powiedziałam pod nosem patrząc w ziemię.
-Witaj Rose-powiedział łagodnym głosem Zayn-jak noga?
-Lepiej-skłamałam.Tak na prawdę nie czułam żadnej różnicy od dnia skręcenia.
-Cieszę się-powiedział jak się mogłam domyślić z uśmiechem-zaraz powinien tu się zjawić Tom,który Cię oprowadzi po budynku i przedstawi twoje zadania-powiedział.
Mój zwrok dalej był wbity w podłogę.Cisza którą trwała pare chwil była strasznie onieśmielająca.Z uwagą czekałam aż przyjdzie ten cały Tom i mnie stąd zabierze.
-Może usiądziesz?-zapytał w tej samej chwili gdzy do pokoju wszedł...przystojniak z basenu.
Na jego widok odruchowo poprawiłam włosy i jak zaczarowana patrzyłam na każdy jego ruch.
-Cześć Zayn.-powiedział wchodząc do pomieszczenia.
-Dzieńdobry Tom-uśmiechnął się i wskazał na mnie-to jest nasza nowa współ pracownica...Rose Tomson.
Chłopak szybko odwrócił się w moją stronę i się szeroko uśmiechną.
-Witaj Rose-powiedział z rozśmieszeniem.
-Cześć-odpowiedziałam trochę bardziej zdenerwowana od niego.
-To wy już się znacie?-zapytał zdziwiony Malik.
-Tak i już będziemy ruszać w trasę bo nie ma sensu tracić czasu.-powiedział Tom i szybko wyprowadził mnie z biura.
-Co Ci się stało w nogę?-zapytał gdy szłam przy nim wspomagając się na kulach.
-Wypadek na beżni-opowiedziałam z uśmieszkiem na twarzy gdy tylko wspomniałam sobie tamtą ośmieszającą chwilę.
Tom dzięki Bogu nie drążył tematu.Nie chciałam mu opowiadać jak oto wspaniały Zayn się mną zaopiekował i zawiózł do lekarza.Przez dobre dwie godziny oprowadzał mnie po całym wieżowcu.Wybierał jak najkrótsze i najłatwiejsze trasy tak abym mogła się łatwo poruszać.Wytłumaczył mi także na czym głównie będzie polegała moka robota.Papierkowe sprawy takie tam nudy dla innych, ale mnie to interesowało.Na końcu zaptowadził mnie do "mojego biura" które musiałam dzielić z nim i jeszcze jedną dziewczyną.Pomieszczenie to znajdowało się na  na 4 piętrze więc mój lęk wysokości tutaj nie wzrastał.Było nowecześnie użądzone i ze smakiem.Dobór kolorystyki bardzo mi odpowiadał i ogólnie nie było zawalone nie potrzebnym drobiazgami co stanowiło kolejny plus.Jedna ściana była tak samo oszkolona jak w biurze Zayna.Moje stanowisko znajdowało się najbliżej szyby.Dwa pozostałe były postawione trochę dalej.W końcu Tom odprowadził mnie do wyjścia.
-Jutro bądź o 8...pamiętaj!-powiedział gdy już się oddalałam-a może ciebie podwieść?-zapytał obiecująco.
Przystanęłam zastanawiając się chwilę ale w końcu po jego namowach przystanęłam na propozycję.
-A co z pracą?-zpytałam wsiadając przy jego pomocy do czarnego,sportowego auta.
-Malik się na pewno nie obrazi jak zerwę się na pare minutek...a zresztą wcale nie musi o tym wiedzieć-powiedział puszczając do mnie oczko i siadając na miejscu kierowcy.
Przez całą trasę rozmawialiśmy o wszystkim co tylko nam pasowało.Wiele nas łaczy.Oboje lubimy papierkową robotę i rysowanie.Mamy podobny gust do ubrań oraz jedzenia.Niestety tak przyjemna rozmowa musiała się już skończyć bo dojechaliśmy do celu.Podziękowałam mu i wyszłam z samochodu.Ruszyłam w kierunku klatki opierając się na kulach.
-Rose.
Usłyszałam jak męski głos za moimi plecami krzyczy moje imię.Odwróciłam się.To był Niall wysiadający ze swojegi samochodu.Coś musiało się stać bo jego wyraz twarz nie był przyjemny...

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 8

W końcu dotarłam pod budynekm siłowni.Co ja musiałam przeżyć w drodze do tego miejsca.Nie wiem kto tym palantom daje prawojazdy.Mało co dwa razy nie byłam potrącona.Dzicz poprostu.Jeszcze do tego korki,światła...Ale w końcu mi się udało dojechać.Weszłam do budynku.Załatwiłam wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyłam do szatni kobiet.Prosiłam w duchu żeby nie było starych bab i moje prośby zostały wysłuchane.W pomieszczeniu oprócz mnie znajdowało się pare dziewczyn w podobnym wieku do mnie.Odetchnęłam z ulgą i szybko się przebrałam w coś wygodniejszego.Ruszyłm do drzwi prowadzących na halę główną gdzie znajdował się cały sprzęt do ćwiczeń.Niestety jak to ja nie doszłam tam bez żadnej wpadki.Otwierając drzwi wpadłam na jakąś dziewczynę o pare centymetrów mniejszą i drobniejszą.Zderzyłyśmy się bokiem więc trochę bolało.
-Przepraszam-powiedziałam pocierając swoje miejsce bulu i uśmiechając się.
-To ja przepraszam-zaśmiała się dziewczyna-Jestem Kat...Kat Nelson.
-Rose Tomson-odpowiedziałam.
Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę dochodząc do wniosku że mieszkam od niej tylko o dwie ulice dalej i postanowiłyśmy się spotkać.Niestety musiałyśmy zakończyć naszą rozmowę bo do Kat zadzwonił chłopak.Nie chciało mi się na nią czekać aż skończy tą interesując rozmowę o tym że ma zamiar iść z nim dzisiaj to tatuażysty więc pożegnałyśmy się i przeszłam tym razem bezpiecznie przez drzwi.Na hali znajdowało już się sporo ludzi-głównie mężczyźni.Ruszyłam w stronę automatycznej bieżni.Rzuciłam botelkę z wodą na bok i zaczęłam trening.Biegłam bez ustanku przez dobre pół godziny aż w końcy musiałam trochę odetchnąć.Podniosłam wodę i usiadłam na stole.Przez cały mój odpoczynek obserwowałam "walkę" na ringu.Zawsze chciałam chodź trochę nauczyć się boksować ale niestety nie mam czasu aby zapisać się na kurs.Zaraz miała się rozpocząć kolejna ale ja musiałam już wracać do ćwiczeń.Stanęłam a bieżni i podkręciłam tempo.Przez pare minut biegłam spokojnie,aż za moimi plecami rozległ się głośny dźwięk uderzenia ciała o podłogę.Odwróciłam się.To jakiś chudy gostek przewróciuł kilosa.Za to z boku stał trzeci i wrzeszczał na "zwycięsce".Niestety za bardzo zainteresowałam się tym wydarzeniem i wypadłam z bieżni.Przy upadku głośno krzyknęłam bo ból był straszny.Próbowałam wstać ale kostka mi strasznie napierdzielała.Podszedł do mnie jakiś chłopak.Podniosłam głowę żeby zobaczyć jego twarz.To był ZAYN.Próbowałam się odsunąć ale noga unieruchomiała mi wszystkie ruchy.
-Cześć kochana-powiedział szczerząc się.
-Cześć-burknęłam masując sobie kostke.
Ukucnął obok mnie patrząc mi prosto w oczy.
-Co się stało?-zerknął na moją kostke którą obejmowałam dłonią.
-Zjebałam się z bieżni-syknęłam.----Pokaż-powiedział spokojnie odsuwając moją rękę.
Pisnęłam cicho gdy zaczął mnie dotykać w obolałych miejscach.
-Skręcona-wstał-Umuwmy się tak zawiozę Cię do szpitala,a potem do domu. I nasze wszystkie wcześniejsze przeżycia odkładamy obok-nie zareagowałam-dobrze,Rose?
-Tak...nie mam innego wyjścia-powiedziałam.
Rzeczywiście nie mogłam inaczej zrobić.Nie dałam rady chodzić i jakbym miała dojechać na rowerze do domu,a na hali chyba by mi nie pozwolili przenocować...Spróbowałam wstać ale oczywiście mi się nie udało.
-Zaczekaj pomogę ci-powiedział łapiąc mnie jedną reką pod nogami,a drugą za plecami  podniusł.
Zaczął się kierować w strinę wyjścia ale szybko zareagowałam.
-Muszę zabrać swoje rzeczy.
Więc zdezorientowany skierował nas w stronę szatni damskiej.
-I co teraz?-zapytał-Chyba tam nie wejde??
-No raczej-zobaczyłam że ktoś wychodzi przez drzwi szatni-Kat przyniesiesz mi moje rzeczy.
Ona spojrzała na nas zdezorientowana i kiwnęła głową na tak.To rzeczywiście musiało wyglądać trochę dziwnie.
-Widziałem tą laskę z tym twoim blondasem-powiedział Zayn z swoim uśmieszkiem który na ogół nie schodził mu z twarzy.
-Z Niallem?-zapytałam zdziwiona.
On na to kiwnął głową.Kat wyszła podając mi rzeczy.
-Dzięki-powiedziałam i Zayn zaniósł mnie do swojego samochodu gdzie wygodnie ulokował tak aby było mi wygodnie.
*********pare godzin później*********
-Dzięki za wszystko-powiedziałam wtsiadając z samochodu o kulach.
-Nie ma za co-odpowiedział z smochodu-Po twój rower kogoś wyśle i go ostawi.Cześć!
-Pa
Weszł do domu i odrazu położyłam się na łóżku.Zachciało mi się weekendu ćwiczeń....

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 7

Promienie słoneczne wlały się do mojej sypialni przez nie do końca zaciągnięte żaluzje.Wczorajszy dzień spędziłam na obżarstwie i siedzeniem przed telewizorem i komputerem.Dzisiaj postanowiłam wziąć się za siebie.To będą moje dwa dni ruchu.Przetarłam oczy i spojrzałam na ekran telefonu.Była 10.Trochę za późno na bieganie więc postanowiłam dzisiejszy dzień przeznaczyć na basen i siłkę.Wstałam z łóżka zdeterminowana i przygotowana na męczarnie.Wzięłam zimny prysznic który szybko mnie orzeźwił.Wysoko spięłam włosy, tak żeby żadne kosmyki nie wpadały mi na twarz.Ubrałam miejskie dresy których nie nosiłam wieki,podkoszulek i wygodną bluzę.Do obszernej torby spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy.Gdyby Niall mnie teraz zobaczył to chyba pare dni nie mógłby otrząsnąć się z szoku że jestem TAK ubrana.Rzeczywiście to był nie typowy strój jak dla mojej osobowości ale nie mogła przecież ćwiczyć w rurkach i zwykłej bluzce.Postanowiłam umięśnić się trochę a szczególnie brzuch.Zawsze jak widziałam modelki chciałam tak wyglądać-idealna,chuda sylwetka oraz umięśniony brzuch.To pierwsze w moim przypadku jest aż za bardzo,a tego drugiego nie ma wcale.Wyszłam z mieszkania zamykając dokładnie drzwi i wchodząc do windy która akurat znajdowała się na moim piętrze.Po chwili znalazłam się już na podwórku.Nie objęłam kierunku w stronę metra,ponieważ do basenu chciałam dojechać rowerem którego nie posiadałam,ale niedaleko znajdowała się wypożyczalnia.Ośrodek pływacki który miałam zamiar odwiedzić znajdował się pare minut za miastem na wzgórzu.Gdy się tam pływało przez ogromne okna widać było całe miasto.Weszłam do starego budynku.Znalazłam w środku rower w sam raz dla mnie i zapłaciłam z góry za cały dzień.Następnie ruszyłam w drogę.Po godzinie dojechałam na miejsce cała zdyszana i zmęczona.Nie było łatwo przebyć tą drogę,ponieważ musiałam jeździć okrężnymi trasami bo wszędzie pracowały roboty  drogowe.Na koniec jeszcze musiałam wjechać na to popierdzielone wzgórze,które odebrało mi reszty energii.Nie miałam pojęcia jak ja będę tam pływała chyba że w brodziku.Zaczepiłam rower i wstąpiła w progi nowoczesnego,wielkiego budynku który zbudowano niedawno.Przy recepcji załatwiłam wszystkie potrzebne rzeczy dzięki którym będę mogła wejść.Starsza pani siedząca za biurkiem dała mi kluczyk do szafki w damskiej przebieralni.Nienawidziłam się tam przebierać.Zawsze było tam mnóstwo starych bab które wogóle się nie krępowały swojego ciała.Tym razem było tak samo.Przywitało mnie ich całe stadko które gadało na środku pół nagie.Z zamkniętymi oczami przeszłam na drugi koniec przebieralni gdzie dzięki Bogu znajdowałam się moja szafka.Oczywiście pare młodszych dziewczyn także znajdowało się tu ale było w innych kontach,jak najdalej od staruszek.Zdjęłam ubrania pod którymi znajdował się strój który włożyłam na siebie wcześniej w domu.Ten basen miał jeszcze jeden plus-nie trzeba było tu nakładać czepków.Nienawidziłam ich.Gdy je wkładałam wyglądałam jak nie do końca sprawna umysłowo.Włożyłam klapki i ruszyłam do wyjścia na zbiorniki wodne.Po drodze ochlapała się jeszcze pod prysznicem których tak samo nienawidziłam jak czepków.W końcu dotarłam do celu.Zdjęłam klapki i stanęłam na krawędzi najgłębszego zbiornika.Kochałam pływanie.Z rodzicami w każdy możliwy weekend jeździłam nad wodę.Każdy chwila spędzona na uprawianiu tego sportu przypominała mi o tych rodzinnych wypadach które już się niestety zakończyły...Skoczyłam. Woda okryła całe jak do tej pory moje suche ciało.Szybko się wynurzyłam i znowu zanurkowałam tak głęboko,że dotknęłam dna.To była moja ulubiona rozrywka ale nie przyjechałam w to miejsce,żeby się bawić ale żeby ćwiczyć.Ruszyłam kraulem do drugiego końca basenu.Pływałam tak bezustannie przez dobre pół godziny,aż zagapiłam się na widok za oknem i wpadłam na jakiegoś mężczyznę.
-Oj,przepraszam-pisnęłam gdy jego twarz wynurzyła się z wody.
Był zajebiście przystojny i dobrze zbudowany. Po prostu cud.Gapiłam się w jego roześmianą twarz pare chwil,aż moje zaczarowanie przerwał jego zachrypły głos.
-Nie ma za co.....ale masz strasznie twardy brzuch-powiedział masując swoją głowę.
Roześmiałam się histerycznie i ominęłam go.Co to miało być pomyślałam gdy znalazł się dość daleko.Zachowałam się jak jakaś gówniara śliniąca się na jego widok.Popływałam jeszcze godzinę aż wszystkie moje siły się wyczerpały.Przeszłam jeszcze raz ten sam terror przy prysznicach i w szatni.Na korytarzu wysuszyłam włosy.Ruszyłam do wyjścia szukając czegoś w torebce,aż moje ciało się odbiło od czyjegoś,a cała zawartość mojej torebki wypadła na podłogę.
-Kretyn-syknęłam kucając i zbierając rzeczy.
-Teraz ja przepraszam-powiedział głos mężczyzny który już dzisiaj słyszałam.
Spojrzałam na twarz kolesia który ukucnął przy mnie wrzucając rzeczy do torebki.O jezuuu to był ten przystojniak z basenu.Cała się zaczerwieniłam za moją obelgę ale on zareagował uśmiechem.Gdy tylko podniosłam się z ziemi wraz z zapełnioną torbą nieznajomy podał mi rękę.
-Jestem Tom....Tom Watson-powiedział szczerząc się.
-Rosse Tom..son-wyjąkałam podając rękę.
-Może w ramach przeprosin mógłbym Cię zaprosić na obiad?-zapytał uprzejmie.
-Nie dzięki-odpowiedziałam szybko i omijającym go krokiem ruszyłam w stronę wyjścia.
Właściwie nie wiem czemu mu odmówiłam ale moja intuicja podpowiadała mi żebym z nim nie zaczynała. Następnym razem jej nie posłucham....jak mogłam odpuścić takie ciacho?? Załamana moją decyzją wsiadłam na rower i skierowałam się w drogę powrotną do miasta gdzie znajdował się mój dzisiejszy kolejny przystanek-siłownia.

Rozdział 6

-Ty też już możesz iść-warknęłam w jego stronę.
-Nigdzie się nie wybieram- odpowiedział spokojnie.
Można było to przewidzieć ale i tak przeszedł mnie dreszcz.Spędzić z noc z tym...debilem, to był najgorszy koszmar jaki mogłabym sobie wyśnić.On za to czuł się bardzo swobodnie jakby nic przed kilkunastoma minutami się nie stało.Ruszył do kuchni.
-Chcesz coś zjeść?!-krzyknął otwierając lodówkę.
Nie miałam zamiaru mu odpowiadać.Poszłam do łazienki,żeby opatrzyć wszystkie rany i złagodzić ból siniaków.Gdy wyszłam z niej gotowa do snu w moim łóżku spał on.Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.Leży w moim łóżku.To koniec po prostu.Chciałam go obudzić żeby poszedł na kanapę ale on nie dawał za wygraną.Zawiedziona ruszyłam w stronę salonu.Gdy chciałam oddalić się od łóżka ciepła ręka złapała mnie za nadgarstek-akurat ten zwichnięty.
-Kurwa-wrzasnęłam wyrywając nadgarstek z jego ręki.
-Oj, przepraszam-usłyszałam ciepły,miły głos.
Ale w dupie miałam jego przeprosiny.Szybkim tempem ruszyłam do salonu gdzie po paru minutach zasnęłam na kanapie.
#POW Niall
Nie wieżę.Wywaliła mnie ze swojego domu,a tego gnojka nawet nie ruszyła.Stałem na przeciwko drzwi układając w głowie to co się nie dawno stało.Krew sączyła się z mojego nosa.Czułem się strasznie.To był straszny cios od Rose.Ruszyłem w stronę windy żeby pójść dokądś tylko nie do domu.Nie wytrzymałbym tam.Jestem za bardzo pobudzony żeby po prostu iść,zamknąć się i zasnąć.Postanowiłem pójść do pobliskiego klubu.Po paru minutoej drodze wszedłem do pomieszczenia gdzie było pelno ludzi.Ci którzy tam tańczyli nie byli najlepszym towarzystwem więc Rose nie pozwalała mi tam chodzić.Ale to nie moja wina że to najlepszy klub w mieście bo nie jest taki drętwy jak inne i można było tu zaszaleć.Przeciskałem się w stronę baru przez tańczących ludzi.Gdy dotarłem do celu usiadłem przy blacie.
-Cześć Ed!-powitałem barmana który odwrócony do mnie plecami szukał czegoś w szafce.
Na mój głos odwrócił się szybko przy czym zwalił pare szklanek.Szyderczy uśmiech pojawił się na mojej twarzy.Nigdy się nie lubiliśmy,a od ostatniego naszego "konfliktu" strasznie się mnie boi.Nic mu nie zrobiłem oprócz paru złamanych kości,nosa i śnikaów.
-Ccco podać?-zapytał jąkając się.
-To co zwykle-odpowiedziałem i odwróciłem się.
Właśnie prowadzący zapowiadał o wejściu tancerek.Ledwo dosłyszałem kto to będzie bo tłum z przeważaniem oczywiście mężczyzn zaczął się drzeć.Co prawda też lubiłem te pokazy ale okazywałem to w inny sposób.Gdy barman podał mi drinka wypiłem go szybko i poprosiłem o kolejnego którego od razu podał bo pewnie się spodziewał że zechcę więcej.Takim oto sposobem wypiłem 8 kolejek.Byłem już lekko napity więc po mału zaczynałem być w nieświadomości.Chciałem zrobić wszystko żeby zapomnieć o Rose i skrzywdzić ją tak jak ona mnie.Oczywiście myślałem tak popijaku.W końcu zgasły światła i tylko blaty zostały podświetlone.Wszyscy znieruchomieli i patrzyli się na nie oprócz dziewczyn które prowadziły swoich partnerów do wyjście lub się z nimi kłóciły.Ja na szczęście byłem wolny więc mogłem robić co chcę...Na blaty weszły dziewczyny które były prawe nagie.Jedna stała przedemną.Ta najlepsza-Martina.Znaliśmy się już bo...bzyknąłem ją ale nie świadomie.Chodź to była jedna z najlepszych nocy w moim życiu.Zaczęły tańczyć swój układ który nie kryje ,strasznie wzburzył moje hormony.Chłopacy dobierali się do nich,a one nie stawiały oporu wręcz przeciwnie z chęcią szły z nimi w cimne oddalone konty lub wchodzili do jakichś magazynków.Patrzyłem na Martinę z porządaniem w oczach co ona odwzajemniała w swoich.W końcu nachyliła się do mnie i zaczęła całować moje usta.Byłem cały rozpalony dotykiem jej ust.Zacząłem ją dotykać gdzie tylko popadnie,a ona reagowała na to albo jękami albo mocniejszym przygryzaniem mojej skóry na szyi.Wiedziałem że wszyscy zebrani kątem oka zerkają na nas...ale miałem to w dupie.Chciałem jak najszybciej się spełnić.Po paru minutach spięcia Martina wyjęła mała torebeczkę skąd wyjęła jedną tabletkę.Włożyła ją do swoich ust,a następnie w pocałunku przekazała mi ją.Zbytnio nie wiedziałem co to jest i mnie to nie obchodziło.Połknąłem kapsułkę i powróciłem do jej pieszczenia.Z każdą chwilą czułem się coraz gorzej.Wiedziałem że zaraz nie wytrzymam i zemdlaje. Niestety po paru minutach tak się stało.Ostatnim co pamiętałem z tej nocy był obraz śmiejącej się Martiny i dwóch ochroniarzy wleczących mnie do wyjścia a potem....film się urywa.
Po paru godzinach jak mi się zdawało obudziłem się.Podniosłem się na rękach i rozejrzałem dookoła.Głowa mnie ostro bolała co niszczyło szanse na jakiekolwiek skupienie się .Zanjdowałem się w jakiejś ciemnej uliczce.Deszcze padał i było strasznie zimno.Cały się trząsłem.
#POW Rose
Obudziłam się.Wszystko mnie bolało bo spanie na skórzanej kanapie na prawdę nie było wygodne.Z wielkim trudem wstałam i ruszyłam do sypialni rozmasowując sobie kark.Wychyliłam się za futrynę i rozejrzałam po pokoju.Nikogo nie było,a łóżko było idealnie pościelone.Uśmiechnęłam się z faktu że już go nie muszę widzieć.Ruszyłam jeszcze do kuchni żeby upewnić się w moim przekonaniu.Na stole stał talerz z naleśnikami i nutellą,a obok leżała karteczka.Wzięłam ją do ręki i przeczytałam.
            "Mam nadzieję że śniadanie będzie smakowało.Do zobaczenia w poniedziałek".    /Zayn
Szczęśliwa że przez trzy dni nie ębdę musiała go widzieć opadłam na krzesło.Ale to trwało krótko bo uświadomiłam sobie,że to prawie nic więc to od razu odebrało mi humor....